SEWERUS

31 październik 2009

TU CIĘ MAM KATOLIKU

Zaszufladkowany do: ATEIZM KONTRA TEIZM, POLEMIKI — sewerus @ 13:27
Tags: , ,

czyli ostra krytyka pewnego blogowego wpisu, który odnalazłem pod adresem http://gawlikrafal.wordpress.com/rafal-gawlik/ I ze strony tej cytat następujący:

” Ateizm to pusty zbiór sloganów i haseł, głupie i naiwne mówienie o nauce, o której kompletnie nie ma się pojęcia. Ten światopogląd, jeśli ktoś go deklaruje, to zwykły wyraz ciemnoty, zacofania, niedouczenia i niedoczytania osobnika, który lubi mówić o nauce, czasem wręcz nazywa się “scjentycznym ateistą” a w 95% jest bez matury i właśnie przechodzi kurs fryzjerski.”

Tak, proszę Szanownych Czytelników, wypowiada się człowiek, który w tym samym blogu opisuje siebie samego, jako słuchacza wydziału teologiczno – filozoficznego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, o wszechstronnych zainteresowaniach naukami ścisłymi, porozumiewający się z ludżmi dwoma językami obcymi. I na tym powinienem krytykę zakończyć, wychodząc z jedynie słusznego założenia, że Czytelnik inteligentny i światły po lekturze cytatu powyższego uśmiechnie się ironicznie, lub litościwie, i od komentarzy odstąpi. Ale co mi tam… Przecież takie stanowisko arcywykształconego adwersarza, wpisuje się znakomicie w treść mojego wpisu poprzedniego.

Do rzeczy. Fragment z cytatu: “ Ateizm to pusty zbiór cytatów i haseł…“. Wydaje się mi, że skoro mowa o zbiorze sloganów i haseł, to nie może być mowy o zbiorze pustym. Zatem, już to pierwsze zdanie cytatu, stawia pod olbrzymim znakiem zapytania prawo autora do określania ateistów mianem “niedouczonych” i “niedoczytanych”. A cóż to za twór językowy: “niedoczytanie”? Nie wiem… Wreszcie, na jakich to badaniach, lub na jakich przesłankach autor cytatu oparł dane procentowe ateistów nie posiadających świadectwa maturalnego? No i ten kurs fryzjerski. Czyżby wyraz traumatycznych doświadczeń z kontaktów z tą grupą zawodową? A czyż rzemieślnik nie może być ateistą? A skoro nim jest (według autora), to czy oznacza to, że fryzjer nie ma prawa być chrześcijaninem, bo nie zrobił matury? W końcu, czy fryzjer jest kimś gorszym od cieśli?

Tak, proszę Szanownych Czytelników, ecce homo, który niebawem ukończy teologię i filozofię KUL-u, będzie mocą swojego autorytetu, przydanego dyplomem magistra, zarażał niczym cholerą, niczym świńską grypą, wirusem wąglika, pokolenia całe chrześcijan wkuwających teologię – to coś, co nigdy nie powinno określone być mianem nauki – otóż wbijał będzie im do głów te cytowane wyżej idiotyzmy. Pozwolę sobie zwrócić się tu wprost do autora przedmiotowego cytatu: jesteś Waść megalomanem, nie mającym za grosz szacunku dla ludzi, którzy chcą i mogą myśleć inaczej, niż nakazuje to katolickie, religijne w ogóle, doktrynerstwo. Jesteś Pan zarozumialcem, który swój zbiór dyplomów szkolnych stawia ponad prawo do wolności sumienia, wyznania i swobodnego wyrażania myśli innych ludzi. Jesteś pyszałkiem, który za nic ma nauki byłego przełożonego kościoła, z którym tak bardzo się identyfikujesz, te o budowaniu mostów między wyznaniami, kulturami i światopoglądami. No tak…  tego pewnie “niedoczytałeś” w pracach Jana Pawła… Powiem Panu, Panie Rafale Gawlik, coś o światopoglądzie. O Pana światopoglądzie. Nasze – ateistów – zespoły sądów, nazywasz “ciemnotą” i “zacofaniem”. Tak się składa, że każdy ateista kształtuje swoje sądy nade wszystko w oparciu o dokonania nauki, o dzieła sztuki, o myśl filozoficzną. Ateista, to człowiek o umyśle otwartym na bodżce docierające zewsząd, głoszący opinie oparte na krytycznej obserwacji zjawisk zachodzących w wielu dziedzinach, również w dziedzinie religii. Twoje, katoliku, opinie, to wypadkowa dogmatycznego schematu, którego reforma utknęła bodaj na dziełach Tomasza z Akwinu. Czytam Twoje, katoliku, słowa i kłaniam się tym fryzjerom, z których szydzić tylko potrafisz, gdyż do mnie – do ateisty – słowa “ostatni będą pierwszymi”, dotarły w sposób nieosiągalny dla ciebie, bo w sposób zrozumiały. Cave ne cadas Domine Gawlik!

W poprzednim wpisie odnotowałem, jak trudno jest mi – ateiście – podjąć dyskusję rzetelną, rozmowę kulturalną, wspieraną spokojną argumentacją, z ludżmi którzy identyfikują się z religią, z wyznawcami wiary w boga. Wydaje się, czytając – poniżające ludzi, których stać na odwagę hołdowania innemu, niż religijny, światopoglądowi – słowa studenta teologii i filozofii, że to nie jest możliwe. Porażająca jest świadomość, że retoryka chamstwa zwykłego, nie jest prezentowana tylko przez tych, spętanych zasadami wiary, maluczkich uczestników kościoła powszechnego. Im to bowiem, wystąpienia takie wybaczać i można, i należy. Są oni wszak przez całe swoje życie formowani wedle nienaruszalnych, niereformowalnych dogmatów wykluczających swobodę myślenia, kształtowania umysłu, przy czym, nikt od nich nie wymaga obrony słowem tej – nie do końca rozumianej – wiary i dziadów, i ojców, i ich własnej. Uderza z całą mocą fakt, że poniżaniem ludzi, że deprecjacją ludzkich poszukiwań, nacechowane są sądy tych, którzy zasady chrześcijaństwa rozumieć powinni, skoro zajmować mają miejsca nauczycieli tychże zasad. Jestem przekonany, że chrześcijaństwo prawdziwe to nie ta pogarda i nie to wykluczenie, ż jakimi mamy do czynienia w przytoczonym na początku cytacie. Tylko, gdzie ja mam szukać prawdziwych chrześcijan, skoro tak ogromny związek jakim jest kościół katolicki, skupiający ponoć większość zdecydowaną chrześcijan, sankcjonuje język nabity agresją? W innych kościołach lub zgromadzeniach? Nie sądzę. Dochodzę oto do wniosku, że tam, gdzie wiarę pojedyńczych jednostek ludzkich formuje się metodami instytucjonalnymi, opartymi na zasadzie hierarchicznej, regulaminowej (piję do dogmatów), tam zabija się tę wiarę najczystszą – opartą na nadziei, na miłości, na harmonijnej koegzystencji. Tam odbiera się ludziom radość z przeżywania wiary, zastępując ją strachem przed konsekwencjami nieposłuszeństwa, przed konsekwencjami wynikającymi z – tak naturalnych przecież – prób poszukiwania własnej, filozoficznej, światopoglądowej drogi. Sądzę, że kościół katolicki, jakikolwiek kościół chrześcijanski, powinien powrócić do czasów spotkań w katakumbach Rzymu. Do czasów sprzed Watykanu, wielostopniowej hierarchii. Do czasów, w których nie plamiono kościoła ani polityką, ani złotem, ani purpurą. Do czasów, w których nie skalano jeszcze kościoła pychą. Naprawdę, tak właśnie sądzę. Bo, być może, kościół osiągnąłby wówczas coś, co dziś jest nieprawdopodobne: zjednoczyłby cały gatunek ludzki. I nikomu nie przyszedłby do głowy jakiś tam ateizm… tfu, cholera…

P.S. Szanowny Panie Rafale Gawlik, pozwoliłem sobie na dokładną lekturę treści, jakie raczy Pan publikować w swoim blogu, z komentarzami włącznie. Odnoszę wrażenie nieodparte, że jest Pan jeszcze człowiekiem młodym, przez co niedojrzałym, a także dotkliwie samotnym. Wnioskuję o Pana samotności stąd, że nie wierzę, aby rówieśnicy Pana tolerowali postawy homofobiczne, wykluczające odmienność światopoglądową, seksualną, poniżającą kobiety. O dojrzałości Pana mogę napisać tyle tylko, że maturę – jako egzamin dojrzałości – oblał Pan z kretesem, natomiast dojrzewać zacznie Pan wówczas, gdy poglądy Pana zderzą się boleśnie z ciągle ewoluującym światem zewnętrznym, do którego wcześniej czy póżniej będzie musiał Pan wyjść z czeluści pseudointelektualnego eremu, w jakim ciągle Pan tkwi. Pozwalam sobie zamieścić w moim blogu link do strony Pana, ten pod tytułem “Oto katolik”. Ku przestrodze raczej, nie z zainteresowania.

Następna strona »

Blog na WordPress.com.